Justyna wyszła z biura i skierowała swoje kroki ku pobliskiemu parkowi. Pogoda była upalna, żar lał się z nieba strumieniami. W pomieszczeniu nie było lepiej – zepsuta klimatyzacja sprawiała, że w budynku trudno było wysiedzieć. W takiej temperaturze nikt by nie miał chęci pracować – ale akurat Justyna mogła sobie pozwolić na swobodne wyjście. Była wiceprezesem firmy, i nikt poza samym szefem nie był uprawniony do tego, żeby sprawdzać czy pracuje. A szef był daleko.

Usiadła na ławce i wystawiła twarz do słońca, poddając się jego słodkiej pieszczocie. Było gorące, lipcowe popołudnie. Ogarnęła ją senność i przyjemne rozmarzenie. Jak przez mgłę dobiegały ją odgłosy parku – bawiące się dzieci, nawoływania sprzedawców lodów i świegot ptaków. Było jej dobrze. Jak zwykle w takich sytuacjach niepostrzeżenie, podstępnie w jej myśli wkradły się erotyczne marzenia. Lubiła fantazjować na zbereźne tematy i to w miejscach publicznych. Przed jej oczami przesuwały się wtedy najbardziej wyuzdane wizje, a nieświadomi niczego ludzie mijali ją obojętnie. Gdyby tylko wiedzieli, o czym myśli ponętna bizneswoman (bo nie da się ukryć, że kształty Justyny były powabne, zwłaszcza obfite piersi, rozpychające się w jej bluzeczce)...

Teraz też zanurzyła się w rozkosznych marzeniach. Może ten nowy ochroniarz, zatrudniony w jej firmie? Lubiła takich mocnych mężczyzn, prawdziwych samców. Ciekawe, jaki jest w łóżku? Czy między silnymi, wysportowanymi udami kryje się sprawny, gruby pyton? Czy jego właściciel miałby na tyle jaj, żeby wejść do jej pokoju, pchnąć ją mocno na biurko i nie bacząc na jej protesty zerżnąć ją w miejscu pracy? A może chwyciłby ją mocno za włosy i zmusił (to właśnie lubiła!) do zrobienia mu loda? Och, wtedy usiłowałaby udawać, protestować, ale wylizałaby go połysku! Czuła jak jej sutki stają na baczność pod wpływem takich seksualnych scen podsuwanych przez jak zawsze usłużną wyobraźnię. W dole, jej piczka wypełniała się przyjemną wilgocią. Najbardziej podniecało ją jednak to, że cały czas znajduje się na oczach innych ludzi. Mijają ją zabiegane kobiety, dorodni mężczyźni, biegają wokoło niej niewinne dzieci – a on siedzi i na ich oczach podnieca się własnymi myślami. Ostrymi. Perwersyjnymi. Zboczonymi. Z wysiłkiem musiała się opanowywać, żeby nie wsunąć ręki pod sukienkę i nie zrobić sobie dobrze. Niemal boleśnie czuła, jak bardzo napięta i nabrzmiała jest jej łechtaczka. Och... raz tylko dotknąć jej i sprawić sobie przyjemność...

Nagle jakiś bliski ruch wyrwał ją ze środka marzeń. Otworzyła oczy i natychmiast zmrużyła je przed ostrym, rozgrzanym blaskiem słońca. Rozejrzała się wokoło i aż westchnęła na widok tego, co wyrwało ją z erotycznych fantazji. Tuż obok niej, dosłownie o kilka kroków zawzięcie kopulowały dwa psy. Wielki, potężny wilk i niewiele mniejsza od niego suczka tej samej rasy. Justyna i tak była już podniecona, ale na widok ich zachłannego, zwierzęcego seksu aż zaschło jej w ustach. Dwa zwierzęta były prawie na wyciągnięcie ręki, a obserwująca je kobieta miała wrażenie, jakby robiły TO specjalnie dla niej. Z podziwem patrzyła na drapieżne, zaborcze pchnięcia samca, który pracował nad suką jak maszyna. Jego zad ruszał się w fantastycznym, frenetycznym tempie. I te wielkie, ciemne, kiwające się jaja! Uświadomiła sobie nagle, jak dawno nie czuła w sobie mężczyzny... jak bardzo jej piczka potrzebuje takiego ostrego rżnięcia.

Poczuła gorące podniecenie zalewające jej ciało. Domagało się takiego prawdziwego wymłócenia, samczej władzy nad sobą. Gdyby teraz zjawił się tu jakiś facet, nie bacząc na nic, zadarłaby spódnicę, oparła się o ławkę i dała wyjebać jak suka. Na oczach wszystkich. Komukolwiek. Bezwstydnie i ostro.

Nagle uzmysłowiła sobie, z jaką zachłannością obserwuje pieprzące się psy. Czuła każdy ruch wilczura, jakby z każdym pchnięciem wchodził nie w sukę, ale w nią samą. To było chore, ale jej podniecenie rosło z każdą sekundą. Wtem pomyślała, że ktoś może być świadkiem emocji, które w niej wywołały kopulujące zwierzęta. Z przerażeniem rozejrzała się wokoło, ale nie dostrzegła niczego, co by sugerowało, iż ktoś patrzy na nią. Jedynie jakaś matka strofowała małą dziewczynkę, która również z fascynacją przypatrywała się zawzięcie pieprzącym się psom.

Justyna udała obojętność i powolnym ruchem założyła okulary słoneczne. Teraz mogła udawać, że się opala, a jednocześnie, niezauważona, wlepiać spojrzenie w upojną scenę. Dopiero po chwili dobiegł do niej krzyk właścicieli obydwu psów, którzy właśnie biegli w ich stronę, na przemian przeklinając i wołając swoich pupilów. Obaj mężczyźni kłócąc zawzięcie przypięli smycze swoim czworonogom i zaczęli je rozdzielać. Justyna o mało nie zaczęła ich powstrzymywać, ale udało się jej pohamować. W końcu zwierzęta udało się rozdzielić. Owczarek szarpnięty przez swego pana warknął, gdy musiał zejść z partnerki. Tak samo suka, odciągana przez drugiego mężczyznę. Panowie zaczęli się kłócić, który z ich psów jest winny temu mezaliansowi, ale Justyna nie zwracała na to uwagi. Cała jej uwaga była skupiona na wielkim, czerwonym kutasie, dyndającym pod brzuchem owczarka. Nie spodziewała się, że psi **** może być tak wielki. Grubością dorównywał męskiemu i był nawet chyba od niego dłuższy. Nic jednak nie mogło się równać z energią zwierzęcego pożądania.

Gdy właściciele psów odeszli, zawzięcie się kłócąc, Justyna powoli się uspokoiła się. Nie było to łatwe, bo drżąc na całym ciele, przeżywała jeszcze raz całe zamieszanie. Najbardziej fascynował ją obraz psa kryjącego sukę. Pieprzącego ją, jakby od tego zależała przyszłość świata. Nie było w tym żadnej emocji, tylko twarde, ostre jebanie. Podniosła się z ławki i czując wilgoć swej pochwy, poszła przyspieszonym krokiem w kierunku parkingu. Wsiadła do samochodu i rozglądając się znowu, ukradkiem sięgnęła pod sukienkę. Dotknęła rozgorączkowanego sromu. Opuściła siedzenie na płask (żeby było ją trudniej zauważyć) i teraz już bez opamiętania zaczęła pocierać swoją rozpaloną cipkę. Wystarczyło zaledwie parę ruchów, aby wyprężyła ciało w fantastycznym orgazmie. Minęło dobrych kilka minut, zanim zdołała się uspokoić. Zadzwoniła do pracy i zawiadomiła sekretarkę, że tego dnia już nie wróci. Potem przekręciła kluczyk i wyjechała na ulicę, kierując się do domu.




Od tego dnia przyjeżdżała do tego parku prawie codziennie. Początkowo usiłowała sobie wmówić, że robi to wyłącznie po to, aby odpocząć, ale stopniowo rozumiała, że to nieprawda. Spacerowała i wypatrywała psich par. Robiła to dlatego, że nie mogła odegnać sprzed oczu tamtej sceny. To była jej mroczna, seksualna tajemnica. Najbardziej zaś podniecał ją fakt, że była po prostu jedną ze spacerowiczek i nikt nie mógł podejrzewać po co tak naprawdę przyszła do parku. Ludzie mijali ją obojętnie, a w niej gotowała się dzika żądza. Niestety, intymne psie uniesienia zdarzały się bardzo rzadko. Jednak, jeżeli już je spostrzegła, to patrząc na nie rozkoszowała się swym niezdrowym podnieceniem, smakując każdy ruch napalonych zwierząt. Kończyło się zwykle na tym, że wracała do swego pustego mieszkania i zawzięcie onanizowała się, wyobrażając sobie pieprzące się psy. Tak by chciała, żeby i ją tak wyjebano...

Czasami, gdy uświadamiała sobie, jak bardzo uzależniła się od niezdrowej podniety, usiłowała walczyć z pokusą. Nie mogła jednak poradzić sobie z dziwną przyjemnością ogarniającą jej ciało, gdy tylko przypominała sobie widok kopulujących psów. I wtedy zaczęła wyobrażać sobie siebie w roli suki. Chętnej, pokornej, rżniętej jak trzeba. Ona, samodzielna i niezależna pani prezes – zdegradowana do roli najpodlejszej suki. Tak, PRAWDZIWEJ suki. Nie zasługującej nawet na to, aby nadstawić się człowiekowi. Zmuszonej do oddania swojego ciała psu. Zmuszona i... chętna do tego.

Już była zdecydowana na wizytę u psychiatry, ale przeraziło ją to, iż ona, kobieta atrakcyjna i piękna, swego zaspokojenia szuka w nienormalnym pożądaniu. Jak się do tego przyznać? Jak powiedzieć komuś w twarz, że podniecenie wywołuje myśl o psim kutasie? Może zamkną ją w domu wariatów? Przecież to chore, że fantazjuje o tym, aby dać **** psu. Aby jakiś dorodny samiec zerżnął jej piczkę. Że godzinami błąka się po mieście jak pijana, pchana obsesyjnym pragnieniem zobaczenia kopulujących psów. Powoli zaczynała się bać sama siebie.

Aby uciec od tych myśli, znalazła sobie kochanka. Justyna była bezpruderyjna i nie certoliła się zbytnio w takich sprawach. Romans trwał jednak krótko, bo z przestrachem uświadomiła sobie, że właściwie szczytuje dopiero wtedy, gdy oddaje się na czworakach i gdy wyobraża sobie, iż ma za sobą nie młodego studenta, z którym się związała, ale dużego psa. Te myśli stały się wręcz obsesją, nie potrafiła już sobie z nimi poradzić. Więc tak szybko, jak znalazła sobie młode, męskie ciało, tak szybko zakończyła sprawę. To po prostu jej nie wystarczało. Bo pamiętała, że tamtego dnia, gdy podniecona obserwowała w parku wilczura dosiadającego suki, postanowiła sobie, że musi kiedyś wbrew ludzkiej obyczajowości, spełnić swe chorobliwe pragnienie. Zaczęła więc szukać.

Okazja przyszła równie szybko, jak uświadomienie sobie, że może obejść się bez zwykłego faceta. Tego dnia wracała od swych znajomych, którzy mieszkali na przedmieściu. Zjechała z obwodnicy i nagle poczuła jakiś przymus, aby się zatrzymać. Zaparkowała się na leśnym parkingu i wysiadła z samochodu. W tej samej chwili poczuła przyjemne mrowienie w kroczu. Wiedziała, co to oznacza, bo często zdarzało jej się, iż ogarniała ją taka nagła chęć pieszczenia swej cipki. Oczywiście, jeżeli tylko miała ku temu możliwości, zaspokajała się, a jeśli jeszcze znajdowała się w miejscu, w którym ktoś mógł ją nakryć, to jej przyjemność była podwójna.

Z dala od drogi usiadła na pniu i rozszerzyła uda. Delikatnie pieściła ich wnętrze, a potem wsuwając dłoń do majteczek zaczęła drażnić łechtaczkę. Nagle podskoczyła słysząc trzask łamanych zarośli. Ktoś się zbliżał! Serce prawie podskoczyło jej do gardła z przerażenia, gdy obejrzała się za siebie i zobaczyła... dużego wilczura. Wielkiego, kudłatego i groźnego. Sparaliżowana strachem patrzyła jak ostrożnie podchodzi do niej i zaczyna obwąchiwać stopy, nogi i w końcu - uda. Nie wiedziała, co ma zrobić. Z jednej strony chciała uciec do wnętrza samochodu, ale z drugiej ta sytuacja była dziwnie podniecająca. Czuła się taka słaba, bezbronna i bezsilna. Przerażało ją to – ale i dodatkowo jarało. Tymczasem pies nie wahając się wsunął kosmaty łeb między jej uda. Wcisnął pysk w rejon jej podbrzusza i głęboko wciągnął powietrze do nozdrzy. Zastygła, niezdolna do najmniejszego ruchu. A wtedy pies nagle podskoczył i oparł łapy o jej ramiona. Poczuła, jaki jest silny i ciężki. Zapach psiego pyska owionął jej twarz. Przymknęła oczy, sparaliżowana strachem, ale pies tylko liznął jej policzek. Zawarczał, ale bez cienia jakieś wrogości. A potem zsunął się z niej, pozostawiając mokry ślad na twarzy i spokojnie wrócił w kierunku do zarośli, z których wyszedł. Po chwili zniknął wśród zieleni, jakby był tylko snem. Mrocznym i niepokojąco erotycznym, ale tylko snem.

Justyna siedziała, jak skamieniała, bojąc się odetchnąć. Jej serce powoli uspokajało się. Potem westchnęła i prawie biegiem wróciła do samochodu. W domu jeszcze długo rozmyślała o tym co niby się zdarzyło. Byłą przekonana, iż to tylko jej chora wyobraźnia stworzyła taka sytuację, ale tym bardziej jej marzenia ją przerażały. Wiedziała, że gdyby to miało się powtórzyć...

Nazajutrz wprost nie mogła wysiedzieć w swej firmie i mówiąc sekretarce, iż musi wyjechać, powróciła na miejsce wczorajszego zdarzenia. Chociaż długo spacerowała po leśnych chaszczach, a czasem nawet wstydliwie gwizdała, jakby chcąc w ten sposób przywołać psa, nie ujrzała go. Zrezygnowana wróciła do samochodu. Kilka następnych dni zakończyło się podobnie i Justyna była już prawie pewna, że spotkanie z psem było wytworem jej wyobraźni. Mimo to, kierowana jakimś przymusem codziennie wracała w to samo miejsce. Wychodziła z pracy, kupowała w sklepie jakieś kanapki, żeby nie tracić czasu na obiad i przyjeżdżała na leśny parking.

Tak było i tego dnia. Znowu spędziła na leśnej polanie długie, samotne chwile. Znowu pies nie przyszedł. Zniechęcona i zrezygnowana wróciła do samochodu i wsiadła do niego, aby coś zjeść. Zsunęła eleganckie buty, aby dać odpocząć stopom. Rozwinęła kanapkę i wgryzła się w nią. I w tej samej chwili, gdy przypadkowo spojrzała w prawą stronę, zobaczyła go. Stał bokiem, dumnie wyprostowany, z łbem skręconym w jej stronę. Przełknęła z wysiłkiem kęs chleba, który stanął jej w gardle. Serce skoczyło w jej piersi. Powolnym ruchem wstała i wyciągnęła w kierunku psa dłoń z niedojedzoną kanapką. Wilczur zbliżył się, do niej wcale nie okazując lęku. Spojrzał na nią mądrym, spokojnym wzrokiem. Wciągnął powietrze do płuc, czujnie łapiąc każdy zapach. Przez ciało Justyny przebiegł dreszcz. Wiedziała, że była podniecona. I wiedziała, że on też to wie. Nie sposób było tego ukryć, jej zapach na pewno to zdradzał. Jej feromony, wydobywające się spod letniej sukienki mieszały się w powietrzu z aromatem kanapki z szynką. Jedzenie i seks. Dwa najsilniejsze instynkty. W tym momencie zalała ją fala gorąca. Zrozumiała, że już dłużej nie wytrzyma.

Wysiadła z samochodu i rozejrzawszy się dookoła, pełna poczucia bezkarności pobiegła w kierunku lasu. Pies rzucił się za nią. Obiegł ją z łatwością, sadząc długimi, zgrabnymi susami. Biegli razem, między drzewa, pełni rozpierającej ich energii. Czuła się wolna, swobodna, pewna siebie. W końcu pies wyprzedził ją, zatrzymał się i spojrzał, jakby mówiąc, że to jest odpowiednie miejsce. Dobiegła do niego zdyszana, zasapana, zatrzymując się o kilka kroków przed nim. Spojrzała w jego oczy. Rozumieli się doskonale. Padła na mokrą trawę i z dziką furią zaczęła ściągać majtki, nie chcąc tracić ani chwili. Nie mogła pozwolić mu czekać. Ani jemu, ani swojej wypełnionej oczekiwaniem cipce. Znalazł się tuż przy niej, szukając, próbując na nią wskoczyć. Czuła jego ciężar na sobie, jego agresywną, samczą namiętność. Powalił ją i przewrócił ją na plecy. Padła w wysoką trawę.. Szamotała się pod nim i mając psi pysk tuż nad swoja twarzą, rozpaczliwie próbowała ściągnąć oporne figi. W końcu udało się to jej. W tej samej chwili jej gorączkowo szukająca dłoń namierzyła jego brzuch. Był tam! Gorący, wielki kutas, jeszcze częściowo ukryty w pokrytej krótkim futrem ochronnej schowku. Czuła go pod palcami. Czuła, jak chce się wyrwać na zewnątrz.

Szorstkim jęzor psa ślizgał się po jej twarzy. Zamknęła oczy i poddawała swą twarz pod psie pocałunki. Cały czas gładziła jego penisa, czując, jak się wysuwa i wtedy objęła gąbczastą sztywność. Chciała pieścić go tak, jak męskie prącie, ale chciała też je poczuć w sobie. Pies musiał to wyczuć, bo znowu spróbował na nią skoczyć. Okraczył ją i zaczął wykonywać krótkie, nagłe ruchu kopulacyjne, które pamiętała ze sceny w parku. Nie zważając na to, że napalony pies może ją ugryźć, zepchnęła go i nim do niej doskoczył, już wypięła się swe krągłe pośladkami, wysoko zadzierając spódnicę. Prawie w biegu na nią skoczył i zaczął dźgać psim przyrodzeniem. Wszedł w nią cały, jednym ruchem, zupełnie inaczej niż mężczyzna. Krzyknęła z bólu i przeszywającej rozkoszy. Jego zad rozpoczął dziki taniec. Każde pchnięcie nadzwyczaj sztywnego narządu, który był w niej, przenikało ją na wylot. Prawie mdlała, ale zdołała jeszcze unieść pupę, opuszczając nisko głowę do ziemi. Skakał i wbijał się w nią jak oszalały. I wtedy nagle targnął nią taki orgazm, że krzyknęła głośno. Zacisnęła ręce na trawie, ale pies nadal ją pieprzył. Krył, jak sukę. Pierdolił. Jebał. Tak. Jebał jak burą sukę.

Potem jak przez mgłę pamiętała jedynie tyle, że na koniec wbił się w nią i zaczął strzelać krótkimi, urywanymi strugami. Jedną, drugą... dziesiątą. Zupełnie inaczej niż człowiek. Świat zawirował jej przed oczami.

Gdy się ocknęła, był pierwszym, co ujrzała. Warował tuż obok niej, pilnując swojej suki. Swojej własności. Leżał na boku, a jego wielki **** był już bezpiecznie schowany. Oddychał ciężko, z wywieszonym językiem. Justyna z wysiłkiem uniosła się na kolana i machinalnie poprawiła sukienkę, poszarpaną i poplamioną. Uśmiechnęła się do odpoczywającego psa i przeciągnęła ręką po piczce, spływającej ich sokami. Podniosła dłoń do twarzy, rozkoszując się specyficznym zapach. Był dziwny, ostry, ale nie powodował w niej obrzydzenia. Przeciwnie, coraz bardziej ją pociągał...

- Jak się sprawiła twoja nowa suczka? – To były jej pierwsze słowa do niego.

Wstała z wysiłkiem. Ledwie dowlekła się do samochodu. Dopiero teraz dochodziła do przytomności. Cała sobą czuła psa, jego zapach, liźnięcia a przede wszystkim obolałą pochwę i wspomnienie cudownego zaspokojenia. Szedł za nią. Spokojny, przepełniony siłą i samczą pewnością. Poprawiła odzienie. Musiała wyglądać koszmarnie. Doszli do samochodu. Otworzyła przed nim drzwi pasażera. Spojrzał na nią i jednym skokiem znalazł się we wnętrzu jej auta. Musiał już kiedyś podróżować samochodem. Może jeździł ze swoim panem. Teraz jednak przestał mieć pana. Za to ona takiego zyskała.

Dojechali do jej domu. Dobrze, że był już wieczór, bo nikt nie widział, jak przemyka się po swoim podwórku, w podartej i splamionej sukience. Weszli do środka.

Pies ciekawie rozglądał się po swym nowym mieszkaniu. Potem zaczął po nim biegać ciekawie zerkając do wszelakich kątów i zakamarków. Chodziła za nim cały czas przekonana, iż wreszcie zakończy swój psi rekonesans i zacznie zachowywać się tak, jak oczekiwała, czyli pozwoli by jego samcze hormony jeszcze raz doszły do głosu. Ten jednak zachowywał się tak, jakby ona nie istniała. Poznawał swoje nowe terytorium. Uświadomiła to sobie. To już nie był jej dom. To było tylko miejsce, gdzie będzie mieszkała – z nim. I choć wychodząc na zewnątrz będzie musiała zachowywać pozory dla ludzi, to tu, w tym domu to on będzie rządził. A ona będzie tylko jego suką. Prawdziwą suką. Będzie ją krył, kiedy przyjdzie mu na to ochota. Nawet, gdy będzie zmęczona i obolała tak jak teraz. Ta świadomość napełniła ją nową falą podniecenia. Tak silnego, że przezwyciężyło nawet jej zmęczenie.

Pełna jakieś zwierzęcej ociężałości coraz bardziej poddawała się pożądaniu. Chciała go poczuć. Znowu. On jednak nadal wydawał się bardziej zainteresowany jej domem. Doszła do wniosku, że sama musi go sprowokować. Drżącymi z podniecenia dłońmi sięgnęła do ramiączek sukienki i zaczęła się wolniutko rozbierać. Robiła to tak, jakby obnażała się swemu mężczyźnie. Ale mimo to pies nawet nie myślał, aby się nią zainteresować, nie mówiąc już o tym, że jej nie zaczął się do niej dobierać, na co czekała najbardziej. Cały czas interesowało go nowe miejsce, a nie nowa pani. Zrozumiała. Jej potrzeby się nie liczyły.

Całkiem naga usiadła na kanapie i cierpliwie czekała aż pies skończy swe oględziny. Wiedziała, że gdy zaspokoi swe zainteresowanie, nadejdzie jej kolej. Wszystko w swoim czasie. W końcu zbliżył się do niej. Serce biło jak oszalałe, w biodrach, podbrzuszu czuła ociężałość a po jej udach ściekał śluz podniecenia. Podszedł do niej i oparł pysk o kolana. Lekko je rozsunęła. Ostrożnie pociągnął nozdrzami, a potem schylił łeb i zaczął obwąchiwać jej podbrzusze. Jęknęła, wysuwając srom do przodu. Przednimi nogami wskoczył na kanapę. Poczuła, jak dotknął psią sztywnością jej łydki i zaczął poruszać zadem. Zrozumiała. Delikatnie zsunęła się na podłogę i klękając przy kanapie, odwróciła się tyłem. Znów na nią wskoczył, opierając łapy o biodra.. Uniosła się odrobinę podsuwając mu swój srom, nadstawiając się coraz bardziej, czując wypełniający się wilgocią każdy skrawek pochwy. Wygięła się w bok i starała dosięgnąć do psiego kutasa. Był tam, ciężki i nabrzmiały! Gorący. Złapała za coraz bardziej większego i coraz bardziej sztywnego ***** i wsadziła go głęboko w swoje opiekuńcze wnętrze. Tam gdzie powinien być. Jej ciało otoczyło go jak ciepła, bezpieczna otulina. Za każdym ruchem rozpychał ją, prawie boleśnie, ale zarazem doprowadzał niemal do omdlenia z rozkoszy. Gdy zaczął się spuszczać, wydawało jej się, że całe ciało wypełnia psia sperma. Cały czas ruszał się szybko i dzięki temu ona sama doszła. Ich wspólnych cieczy było tak wiele, że spływały jej po nogach, drżących w kolejnym, obłędnym orgazmie. Chciało się jej wyć, głośnym psim głosem zaspokojonej suki. Miała gdzieś komentarze sąsiadów. W jej piersiach rodził się krzyk. Więc wyła i płakała jednocześnie ze szczęścia, nie mogąc zakończyć długiego, cudownego swego orgazmu, który trwał i trwał. Gdy w końcu opadła wyczerpana zwierzęcym, wyuzdanym seksem, jak przez sen poczuła jeszcze psie oblizywanie jej zaspokojonej kobiecości. Zupełnie, jakby chciał w ten sposób, dać jej do zrozumienia, iż się sprawdziła w swojej roli, a on akceptuje ją jako swą partnerkę.

Osunęła się na podłogę i po raz pierwszy od wielu lat zasnęła odpowiednio zerżnięta, wyczerpana i pewna, iż wreszcie znalazła swego idealnego kochanka.



UWAGA: Opowiadanie powstało na podstawie znalezionego w sieci opowiadania Psia Pani. Nie jest jednak plagiatem, bo wykorzystano tylko jego wątki, poddając sam utwór gruntownej przeróbce.

Warto odwiedzić również poniższe tematy: