Karolina jako że zaledwie 16-letnia dziewczyna nie była jeszcze doświadczoną w porządnym seksie. Ponadto mieszkała na wsi gdzie o fajne ciacha bywa trudno. Była to 168cm ciemna blondynka (bez skojarzeń), dobrze biegająca (stąd długie nogi i jędrne pośladki) oraz hojnie obdarzona przez matkę naturę (bądź jak wolicie jej własną) biustem rozmiaru B75. W szkole nie wyróżniała się zbytnią inteligencją, ale faktem było, iż poprzez dosyć pilną naukę w zaciszu własnego domu zawsze plasowała się w gronie nie tyle ambitnych co docenianych przez nauczycieli dobrymi stopniami w dzienniku uczniów.

W środowy poranek jak zwykle podążała trzy kilometrową ścieżką do szkoły. Od dzieciństwa jak pamięta musiała dzień w dzień „pielgrzymować” ten odcinek szutrowej drogi do najbliższego przystanku, na który przyjeżdżał autobus szkolny. Najczęściej zimą, gdy wiał silny, mroźny, wschodni wiatr, a wokół podnoszony przez jego podmuchy sypki śnieg uderzał w twarz Karoli idącej o poranku na autobus, wtedy to miewała chwilami dosyć całej tej szkoły, sytuacji w której inni mają dowóz pod samą chatę, a ona zawsze musi drążyć na drugi koniec tej zapomnianej przez cywilizację wioski.

Gdy nadchodził okres wiosenny, gdy pięknie wokół drogi kwitły okoliczne drzewa, a świergot ptaków był w stanie zagłuszyć jedynie przejeżdżający raz na dwie godziny samochód, wtedy też młoda panna jaką przecież była Karola łapała głęboki oddech, unosząc swoją okazałą pierś w górę i ruszając przed siebie z ogromną nadzieją, że ten – właśnie ten dzień będzie dla niej tym najlepszym…

W połowie drogi jak to było już w długim zwyczaju zachodziła po swoją koleżankę Monikę. Owa jej koleżanka była młodsza od niej o 2 dni co sprawiało, ze od paru lat uważały się za przybrane bliźniaczki. Mieszkały tutaj na tej wsi od zawsze, ale poznały się dopiero gdy miały po 6 lat w „zerówce”. Nie pamiętały w jaki to sposób się zaznajomiły, ale jako wszystko wiedzący narrator mogę wspomnieć tyle, że obie przyniosły na pierwsze zajęcia podobne lalki Barbie, a zbieżność zainteresowań połączyła ich już wtedy.

Lata płynęły, dziewczyny dorastały, ich przyjaźń dojrzewała. Częściej przesiadywały razem niźli z rodzicami. Karola w połowie gimnazjum odznaczała się spokojnym usposobieniem ale dosyć stanowczym sposobem broniącą swoich przekonań i racji. Monika logikę pozostawiała Karolinie, robiła wiele rzeczy bez uprzedniego namysłu, ale potrafiła zawsze z nieprzemyślanych kłopotów wydostać się obronną ręką. We dwie zawsze się uzupełniały tworząc zgrany i naprawdę udany duet przyjaciółek do końca życia.

Jako że był to wczesno czerwcowy poranek, pogoda była cudna, było ciepło i słonecznie Karola ubrana była w przewiewną niebieską bluzeczkę na ramiączkach (z jaskrawo zielonym kwiatem na prawym ramiączku) i białą, krótką i falowaną spódniczkę. Przez półtora kilometra drogi jedyny dźwięk jaki ciągle słyszała to głos obrabianej u jej sąsiada świni, jako że przyszła u niego pora na tzw. wyrób. Nie jest to przyjemna rzecz nie tyle ze słuchania co widzenia dlatego Karola nigdy nie patrzyła jak jest to robione przez jej tatę.

Wreszcie zaszła żwawym krokiem pod dom Moni. Ta jednak nie zjawiała się na wyznaczony czas. Próbowała się do niej dodzwonić lecz znany wielu głoś oświadczył: „Abonent jest czasowo niedostępny…” Dziewczyna już z lekka poirytowana weszła na podwórko, spokojnie krocząc po schodach podeszła do drzwi od domu i zapukała. Nic. No to pukamy raz jeszcze. Nic. Karolina była zdziwiona, że nikogo z rodziny nie ma, ale cóż.... postanowiła iść do szkoły sama.

Nagle z jednej z obór usytuowanych nieopodal mieszkania wychyliła się głowa Kazimierza Opolskiego - ojca Moniki. Zamachał on widłami w stronę Karoli. Ona wiedząc, że pan Kazimierz ma problemy ze słuchem i nosi aparat postanowiła podejść grzecznie i zapytać gdzie jest jego córka. Idąc w stronę ojca jej koleżanki spostrzegła że ten 47-letni niewysoki i dość tęgi facet ubrany jest w bardzo brudne gumofilce, stare brązowe spodnie (zdawać by się mogło od garnituru) i koszulę w kratkę. Nie zdziwiło ją jednak to gdyż wiedziała, że na wsi podejście do higieny – szczególnie wśród starszej jej społeczności - wygląda nieco inaczej niźli w mieście. Mężczyzna ten ponadto był spocony (kępka włosów na jego łysinie kleiła się po głowie) i z kilkudniowym siwo-czarnym zarostem.

Karolina podeszła do stojącego w drzwiach do obory faceta i zapytała:
- Dzień dobry, czy wie pan może gdzie jest Monika?
- Słuchom?!!!! – krzyknął w odpowiedzi
- Pytam , czy wie pan gdzie jest pańska córka?!
- Nie rozumiem, aparat upod mi w oborze, a ze mam słabe ocy ni idzie mi go znaleźć!!!

Karolina wychyliła głowę do wnętrza obory i zauważyła w mroku aparat słuchowy. Wiedziała, że trzeba pomóc mężczyźnie i weszła do środka obory starając się stąpać po świeżej słomie nie zmieszanej z kurzym i świńskim łajnem. Pochyliła się, chwyciła aparat słuchowy i nagle gdy odkręcała się poczuła silne uderzenie w twarz…
Ocknęła się parę minut później leżąc na brzuchu w oborze i mając taśmą zaklejone usta oraz związane z tyłu na plecach ręce i mocno złączone sznurem nogi. Wystraszona spojrzała do góry - nad nią stał pan Kazimierz z widłami i wyciągniętym ze spodni grubym kutasem.

- Monika pojechała z matką do miasta i ni będzie ich a ze pińć godzin - z uciechą w oczach powiedział pan Kazimierz - Spróbuj się ku**o ruszyć a zajebie! Rozumiesz?!

Chwycił Karolinę za pośladki, podrzucił do góry białą spódniczkę, twarz docisnął do łajna, zerwał majteczki i w wypięty tyłeczek (tak – tyłeczek a nie cipkę) najpierw napluł gęstej śliny a potem wepchnął swojego kutasa nacierając swoim potężnym cielskiem na jędrne i bogu ducha winne ciało Karoli . Dziewczyna zaczęła syczeć i łkać z bólu. Pan Kazimierz rżnąc tą 16-latkę czuł się spełniony. Był to mężczyzna zharowany i zmęczony życiem i mimo swoich usilnych starań już po 10 minutach posuwania tyłeczka tej małolatki wytrysnął głęboko do jej odbytu. Czuł się jak w niebie. Wiedział też, że zabawa nie może się tak szybko skończyć. Nie miał już amunicji ale miał bogatą wyobraźnię…
Jedną ręką chwycił Karolę za jędrne cycuszki, drugą za jej cipeczkę i zgrabnym ruchem przerzucił ją do zagrody dla świń gdzie stał ni stąd ni z owąd przybyły - jego 25-letni syn (Adam).

- Teraz będziesz się bawić s*ko !!!! Spróbuj tylko się ruszyć!!! - zaśmiał się pan Kazimierz.

Chłopak widząc czekającą i wypięta cipkę Karoliny poszedł za instynktem. Wszedł na młodą dziewczynę, jego kutas zaczął szybko rosnąć i w mgnieniu oka trafił do cipki nastolatki. Nie wspominajmy o dosyć intensywnym bólu jaki towarzyszył pierwszym ruchom penisa w pizdeczce tej już nastoletniej nie-dziewicy. Chłopak rżnął koleżankę swojej siostry jak automat, bez przerw. Po czterech, góra pięciu minutach spora (umownie) ilość spermy opryskała nikomu jeszcze nie odkryte do tej pory – ciemne zakątki wnętrza cipki Karoliny. Nastolatka z umazaną w gównie twarzą już nie płakała - zdawała się być zmęczona.
Pan Kazimierz rozwiązał ją i powiedział:
- I co ku*wo? Źle było?
Karolina spojrzała na twarz pana Kazimierza i odpowiedziała:
- Mogę przyjść jutro?...

Warto odwiedzić również poniższe tematy: